CODZIENNIE odkrywa Warszawę
na nowo

Dlaczego ruchy miejskie to zło? Wyjaśniamy!

     Wiele lat temu sami byliśmy proaktywistyczni! Ba, wspieraliśmy ich nawet fizycznie w różnych działaniach, dopóki nie przejrzeliśmy na oczy i nie stwierdziliśmy, że tzw. aktywiści to element wybitnie destrukcyjny i niczym nie różniący się od aktywistycznego ruchu komunistycznego z początku wieku XX, czy tuż powojennego. Podstawą ich działania jest to, że  chcą nam urządzać świat! Nasz lokalny, warszawski świat. Ba, to ich poczucie nadzwyczajności, niestety wylewa się uszami! Bogu dzięki mieszkańcy Warszawy pokazali im środkowego palca. Przed nami zatem kolejne ciężkie lata pracy i edukacji, a wierzymy, że zostaną pogonieni w końcu na zawsze! Oni i aktywiści rowerowi!

    Pierwszy przykład pokazuje ich pokrętne myślenie. Oto Pani Glusman, kandydat ruchów miejskich na prezydenta miasta. Dziś jest już w zespole Trzaskowskiego, a my tylko tu zostawimy, żeby przypomnieć co mówiła o owej ekipie, bo raczej nikt nie ma wątpliwości, że p. Rafał to druga HGW.

 

Przykład drugi, aktywiści to ludzie tworzący mity! Mity, które tworzą po to aby na siłę tworzyć innym życie! Bogu dzięki w ciągu paru lat wiele osób zrozumiało, że aktywiści miejscy to po prostu złoi zaczyna się o tym głośno mówić!

Oto mit Danii i rowerów;

„Kopenhaga – prawdziwe El Dorado wszelkiej maści odzyskiwaczy przestrzeni , racjonalizatorów logistyki oraz wszystkowiedzącym filozofom i animatorom którzy doskonale wiedzą czego każdy Warszawiak potrzebuje albo wręcz przeciwnie – czego nie potrzebuje (tylko widocznie jeszcze o tym nie wie).

Kopenhaga przedstawiana jest jako oaza szczęścia, zieleni i ćwierkających ptaszków , miasto w którym wszyscy są uśmiechnięci i nikt się nie spieszy a towary w sklepach pojawiają się na klaśnięcie dłoni. Wizja ta , oczywiście przerysowana i dlatego bardzo kusząca jest konsekwentnie promowana przez głównego lansera który z opowiadania o tym uczynił swoje źródło utrzymania. Pisaliśmy o nim już. Ten Pan , mający zresztą bardzo wymowne – wręcz symboliczne nazwisko – Andersen sprawił że nasi rodzimi odzyskiwacze i racjonalizatorzy bardzo szybko połknęli haczyk zachłystując się wizją bajkopisarza Andersena. Oczywiście nie ma się czemu dziwić, wizja miasta zielonego, sensownie rozplanowanego , z doskonale działającą logistyką i transportem miejskim jest bardzo zacna. Tyle że cholernie trudna do wdrożenia o czym sam Andersen na pewno doskonale wie bo sam „pracuje” w kopenhaskim biurowcu na nabrzeżu który obsługuje parking na jakieś 100 samochodów. Grunt to konsekwencja w czynach.

Dlaczego uważamy Andersena za bajkopisarza? Bo krótko mówiąc wali ściemy , faktem jest że Kopenhaga i w ogóle cała Dania jest bardzo pro-rowerowa. Dla znacznej liczby ludzi rower jest zwyczajnym środkiem codziennego transportu, przede wszystkim dlatego że jest to miasto stosunkowo niewielkie powierzchniowo (tak jak Amsterdam) gdzie rzadko zdarza się że odległość z drogi do pracy jest większa niż 5km. W Warszawie wszyscy wiemy jak jest. Nieprawdą jednak jest że Kopenhaga TYLKO ROWERAMI stoi. To wierutna bzdura o czym nasi aktywiści już nie wspominają. Współczynnik motoryzacji plasuje się tam na niewiele mniejszym poziomie co w Warszawie a siatkę dróg mają nawet bardziej rozbudowaną niż stolica Polski. W MIEŚCIE WIELKOŚCI POZNANIA JEST WIĘCEJ DRÓG NIŻ W CAŁEJ WARSZAWIE !!

Statystyki :

Kopenhaga – https://www.tomtom.com/en_gb/trafficindex/city/copenhagen

Warszawa –
https://www.tomtom.com/en_gb/trafficindex/city/warsaw

Dodając do tego fakt znacznie bardziej rozbudowanego systemu komunikacji publicznej w odniesieniu do liczby mieszkańców i wielkości miasta sprawia że nie można patrzeć na Kopenhagę wyłącznie przez pryzmat rowerów. Oczywiście są istotnym , bardzo istotnym składnikiem systemu transportowego ale nie jedynym a Andersen i jego nawijacze makaronu na uszy „przypadkiem” o tym nie wspominają.

Chcecie Kopenhagi? Ok, ale takiej „kompletnej” , a nie takiej jaka WAM akurat pasuje a nie takiej o jakiej ściemnia bajkopisarz.

Ilustracja do posta – małe miejskie skrzyżowanie dróg, 350 metrów od siedziby firmy Pana Andersena , sam środek Kopenhagi. Tą ulicę też chciał „zracjonalizować”? Bo jeździ po świecie i namawia do zwężania. Może czas zacząć od siebie Panie Andersen?” (https://www.facebook.com/aktywiscisolatejziemi/posts/577019749413977)

Idea być może jest dobra, ale jest jeden wielki zasadniczy problem. Aktywiści mają kłamliwe natury. Niestety. Nie umieją być honorowi (Glusman – przykład politycznej prostytucji) i niestety kłamią, dorabiają gębę rzeczom, które nie istnieją.

PW