CODZIENNIE odkrywa Warszawę
na nowo

Policja z Bielan pomogła bezdomnemu. Piękna historia!

    To wspaniali ludzie, z których każdy powinien brać przykład – tak o dwójce dzielnicowych z KRP V pisze do ich przełożonego mieszkanka Bielan. Dzięki zaangażowaniu mł. asp. Joanny Seremak i mł. asp. Pawła Janika, ich cierpliwości i życzliwości pewien bezdomny i schorowany pan może nadal cieszyć się życiem. Obecnie przebywa w specjalistycznym ośrodku pod Warszawą, gdzie nabiera sił po ciężkiej operacji. Duża w tym zasługa policjantów i pracowników socjalnych, którzy swoją postawą, determinacją i uczynnością sprawili, że został otoczony opieką lekarską

    Dzielnicowi spośród wszystkich funkcjonariuszy są najbliżej mieszkańców, ich potrzeb i oczekiwań. Umiejętność nawiązywania kontaktów jest w ich pracy bardzo ważna i przekłada się na bezpośrednią pomoc tym, którzy jej potrzebują. Mundur nie zawsze pomaga, bo – jak mówi mł. asp. Paweł Janik: – ludzie obawiają się, że chcemy ukarać ich mandatem, nie chcą z nami rozmawiać, unikają nas. Mimo to, staramy się przełamywać bariery i zdobywać zaufanie. Wiemy, że nie każdy chce opowiadać, zwłaszcza osoba bezdomna, o sobie i swoich potrzebach komuś, kogo nie zna.  Najlepiej czuje się w swoim wąskim gronie, a do ludzi i różnych spraw podchodzi z dystansem. Naszym zadaniem jest zbudować nić porozumienia – dodaje Paweł.

    W okresie zimowym pustostany wypełniają się bezdomnymi, niektórzy z nich, już od kilku lat, nocują w niezamieszkałych budynkach. – Zimą patrolujemy te rejony prawie codziennie i zachęcamy, tych którzy tam nocują, by przenieśli się do noclegowni. Zwykle nie chcą, wręcz unikają tych miejsc, ponieważ boją się kradzieży i chorób zakaźnych. Wolą swoje, sprawdzone środowisko – mówi Joasia i dodaje: – wśród osób, które poznaliśmy był pan Włodzimierz. Splot nieszczęśliwych okoliczności w jego życiu sprawił, że stracił cały swój majątek. Praktycznie z dnia na dzień został sam i bez dachu nad głową. To dobry, pogodny i ciekawy starszy pan. W trakcie naszych spotkań opowiadał nam o swoim życiu i pracy, o występach z Orkiestrą Polskiego Radia i zespołem „Mazowsze”. Podobno był muzykiem – grał na skrzypcach i fortepianie oraz koncertował po całym świecie.

    Z informacji uzyskanych od osób, które znały pana Włodzimierza wynika, że wszystko, co miał (m.in. mieszkanie własnościowe na Bielanach) sprzedał. Środki przeznaczył na remont lokalu, w którym żył wtedy z ukochaną partnerką. Niestety nie przewidzieli oboje nadchodzącej tragedii – kobieta zachorowała na raka i zmarła. W związku z tym, że nie byli małżeństwem, pan Włodzimierz musiał opuścić mieszkanie.

    Kilka tygodni temu podczas patrolowania podległych rejonów, w tym pustostanu zamieszkałego przez pana Włodzimierza, policjantów zaniepokoiło jego zachowanie: – zauważyliśmy, że podupada na zdrowiu, z każdą wizytą wyglądał i czuł się coraz gorzej. Nie zastanawialiśmy się długo i wezwaliśmy na miejsce karetkę pogotowia. W szpitalu przeszedł ciężką operację. Teraz przebywa w placówce pod Warszawą, gdzie został otoczony specjalistyczną opieką lekarską – mówi Paweł.

   Pan Włodzimierz ma 77 lat i z uwagi na wiek, potrzebuje stałej opieki lekarskiej. Placówka, w której obecnie mieszka jest odpłatna, a należności za pobyt są automatycznie ściągane z jego świadczeń emerytalnych. W załatwieniu wszystkich niezbędnych formalności pomogli pracownicy Ośrodka Pomocy Społecznej Dzielnicy Bielany m.st. Warszawy. – Panie są bardzo zaangażowane w pracę, błyskawicznie reagują na każdy sygnał. Zdarza się, że bezdomni nie pobierają należnych im świadczeń, bo np. zgubili dowód osobisty. W jego uzyskaniu właśnie pomagają pracownicy pomocy społecznej – mówi Joasia. – To oni przejmują automatycznie inicjatywę, kiedy nasze kompetencje się kończą – dodaje Paweł.

    Mł. asp. Joanna Seremak od 14 lat pracuje w Policji. Od początku związana jest z Komendą Rejonową Policji Warszawa V. W tym samym miejscu 5 lat temu służbę rozpoczął mł. asp. Paweł Janik (w Policji od 8 lat). Na początku razem jeździli w patrolu. Dziś nadal pracują w tej samej jednostce, ale już jako dzielnicowi. Prywatnie wciąż są przyjaciółmi, z zaangażowaniem pomagają potrzebującym. Najlepszą oceną ich pracy jest fragment listu, który skierowała do przełożonego dzielnicowych była sąsiadka pana Włodzimierza: – To wspaniali ludzie, z których każdy powinien brać przykład, którzy swoje obowiązki spełniają w 100%. Wspaniali ludzie, którzy otoczyli opieką umierającego bezdomnego artystę emeryta, któremu życie napisało straszny scenariusz na stare lata.

Historia została też opisana w artykule pt. „Bielańscy dzielnicowi o wielkim sercu”.

Tekst: Ewelina Kucharska
Foto: z archiwum prywatnego mł. asp. Pawła Janika