CODZIENNIE odkrywa Warszawę
na nowo

Reforma szkolnictwa według prezydenta Warszawy – oświadczenie!

    W całości publikujemy wpis prezydenta Rafała Trzaskowskiego dotyczący jego spotkania z ministrem edukacji narodowej.

    „Wczoraj odbyło się spotkanie z ministrem edukacji. Co można powiedzieć? Po pierwsze: nowy minister z nami rozmawia – to już jakiś postęp w stosunku do poprzedniczki. Ale reszta pozostaje bez zmian: brak konkretów, klapki na oczach, brak odpowiedzi na najważniejsze pytania i zrzucanie z siebie odpowiedzialności za cały bałagan – czyli standard w wykonaniu rządu PiS: „nic się nie stało. A jak się stało, to wina Platformy”.

    Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Ministerstwo Edukacji Narodowej – ministerstwo, które odpowiada w Polsce za system kształcenia młodych ludzi, za ich przyszłość, za zapewnienie im odpowiednich warunków do nauki, za programy nauczania, jakość kształcenia – w tak absolutnie bezczelny sposób kłamie.

Zobaczcie sami.

    Wczoraj MEN, zaraz po spotkaniu ze mną, opublikowało na swoich profilach grafikę, a minister pokazał ją wieczorem w rządowej telewizji. Wynika z niej, że w stolicy mamy niecałe 28 tys. absolwentów gimnazjów i szkół ponadpodstawowych, a miejsc w szkołach 43 tys. To jest tak skandaliczna manipulacja, że aż nie chce się wierzyć. Owszem, w samej Warszawie jest taka liczba absolwentów, ale przecież do tego dochodzi młodzież ze szkół spoza Warszawy – to elementarz, tak jest co roku. W rezultacie w tegorocznej rekrutacji mamy łącznie aż 47 tys. uczniów APLIKUJĄCYCH do stołecznych szkół! I oświecę Pana Ministra – większość składa papiery do liceów ogólnokształcących. Mówiliśmy wielokrotnie, że tak będzie. A dla tych uczniów i ich rodziców żadnym pocieszeniem nie jest fakt, że szkoły branżowe czy zawodowe mają jeszcze miejsca. A co na to rządzący? Ustami lubelskiej kurator oświaty odpowiadają, że „nie wszystkie marzenia się spełniają”…

    Powtarzam raz jeszcze – szkoły nie są gumy, nie można upchnąć więcej niż 30-kilka dzieci w jednej klasie. MEN swoją skrajnie nieodpowiedzialną polityką funduje młodzieży lekcje w późnych godzinach popołudniowych, na korytarzach itp. Na swojej stronie ministerstwo chwali się, że jednym z priorytetów jest rozwijanie kreatywności, przedsiębiorczości i umiejętności cyfrowych wśród młodzieży. A ja pytam: kiedy i gdzie uczniowie mają te cechy rozwijać? Nie mówiąc już o innych zajęciach pozalekcyjnych – sportowych, artystycznych – w których dzieci chciałyby wziąć udział. Kiedy, skoro właściwe lekcje kończyć będą znacznie później niż dotąd?

   Po drodze jeszcze słyszę wypowiedzi Pana ministra, że każdy uczeń znajdzie miejsce w szkole, mówi o „politycznej histerii”. Polecam kierownictwu MEN porozmawianie z rodzicami, zawiedzioną i zestresowaną młodzieżą. Jeśli Pan minister myśli to samo, co mówi, to taka rozmowa może być dla niego sporym szokiem poznawczym.

    Kolejna manipulacja stosowana przez MEN to argument wzrostu wysokości subwencji oświatowej dla Warszawy. Sprawdźmy: subwencja faktycznie w tym roku wzrosła o 177 mln zł, tylko że wydatki bieżące związane z oświatą wzrosły o ponad 500 mln! Środki przekazywane na edukację przez rząd nie starczają nawet na wypłaty dla nauczycieli. Sama likwidacja gimnazjów i dostosowanie szkół do nowych wymogów to także ogromne koszty, z którymi MEN się w ogóle nie liczy.

    Rekrutacja jest w tym roku dramatem młodych ludzi, którym politycy partii rządzącej radzą wyjechać za granicę, bo przecież nie wszystkie marzenia się spełniają. Jako stołeczny samorząd stajemy na głowie, żeby zapewnić miejsca i odpowiednie warunki do nauki młodzieży, która chce się uczyć w warszawskich szkołach. Widzę, ile to kosztuje budżet stolicy, i wiem, że to są pieniądze warszawiaków – bo to oni na końcu płacą za skandaliczną deformę PiS-u. I krew mnie zalewa, gdy politycy PiS nagle demonstrują swoją „troskę” o budżet Warszawy, kiedy stawiamy strefę edukacyjno-rozrywkową na placu Bankowym, a nie zająkną się o dziesiątkach milionów złotych, które z tego budżetu znikają przez fatalne, nieodpowiedzialne i krzywdzące dla dzieci decyzje ich rządu.

   „Bezkosztowa” reforma minister Zalewskiej w rezultacie faktycznie okazała się bezkosztowa tylko dla ministerstwa. Ciężar finansowy deformy w ogromnej mierze ponoszą samorządy. Skutki odczuwają rodzice i ich dzieci, które nie znajdą miejsc w upragnionych szkołach. Cierpią także nauczyciele, którzy w tym cały chaosie tkwią i starają się, często kosztem siebie i własnych rodzin, realizować programy nauczania. Tak to wygląda w rzeczywistości. Rzeczywistości, od której do Brukseli uciekła minister Zalewska. Rzeczywistości, której zdaje się nie rozumieć także obecny minister.

Rafał Trzaskowski